<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Sonett-Forum - Asnyk, Adam]]></title>
		<link>https://sonett-archiv.com/forum/</link>
		<description><![CDATA[Sonett-Forum - https://sonett-archiv.com/forum]]></description>
		<pubDate>Sat, 18 Apr 2026 09:04:27 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[Stokrotki (2)]]></title>
			<link>https://sonett-archiv.com/forum/showthread.php?tid=5491</link>
			<pubDate>Sun, 12 Aug 2007 16:22:08 +0000</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://sonett-archiv.com/forum/member.php?action=profile&uid=1">ZaunköniG</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://sonett-archiv.com/forum/showthread.php?tid=5491</guid>
			<description><![CDATA[Stokrotki<br />
<br />
I<br />
<br />
Jakże żałuję tej szczęśliwej pory,<br />
Kiedy stokrotki kwiatek pospolity<br />
Zdał mi się w cudne ubranym kolory<br />
I budził w sercu dziecinne zachwyty,<br />
<br />
I kiedy długie majowe wieczory<br />
Spędzałem, patrząc w Jasnych ócz błękity,<br />
Cichego szczęścia pełen i pokory,<br />
Bijący sercem, a nigdy niesyty. <br />
<br />
A choć to było kwiecie takie skromne,<br />
Nigdym się z prawdą marzeń nie rachował,<br />
Bom miał rozkoszą serce nieprzytomne; <br />
<br />
I kiedym usta różane całował,<br />
Tom nic nie pragnął i nic nie żałował -<br />
I dziś drżę jeszcze, gdy tę chwilę wspomnę... <br />
<br />
<br />
<br />
II<br />
<br />
Później, ach, wiele kwiatów egzotycznych<br />
Widziałem, pełnych piękności i woni.<br />
Dużo heroin znałem poetycznych,<br />
Niosących uśmiech, łzy i serca w dłoni...<br />
<br />
A przecież żaden z tych kwiatów rozlicznych<br />
Wspomnieniem szczęścia mnie teraz nie goni,<br />
I z tych postaci wzniosłych, eterycznych,<br />
Od melancholii żadna mnie nie broni! <br />
<br />
Bom się nie spotkał już z tym upojeniem,<br />
Co jedno drogę do szczęścia otwiera,<br />
Bez względu, czy jest prawdą, czy złudzeniem. <br />
<br />
Bez niego serce powoli zamiera<br />
I z ideałów blade maski zdziera,<br />
I żegna zwiędłe stokrotki westchnieniem...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Stokrotki<br />
<br />
I<br />
<br />
Jakże żałuję tej szczęśliwej pory,<br />
Kiedy stokrotki kwiatek pospolity<br />
Zdał mi się w cudne ubranym kolory<br />
I budził w sercu dziecinne zachwyty,<br />
<br />
I kiedy długie majowe wieczory<br />
Spędzałem, patrząc w Jasnych ócz błękity,<br />
Cichego szczęścia pełen i pokory,<br />
Bijący sercem, a nigdy niesyty. <br />
<br />
A choć to było kwiecie takie skromne,<br />
Nigdym się z prawdą marzeń nie rachował,<br />
Bom miał rozkoszą serce nieprzytomne; <br />
<br />
I kiedym usta różane całował,<br />
Tom nic nie pragnął i nic nie żałował -<br />
I dziś drżę jeszcze, gdy tę chwilę wspomnę... <br />
<br />
<br />
<br />
II<br />
<br />
Później, ach, wiele kwiatów egzotycznych<br />
Widziałem, pełnych piękności i woni.<br />
Dużo heroin znałem poetycznych,<br />
Niosących uśmiech, łzy i serca w dłoni...<br />
<br />
A przecież żaden z tych kwiatów rozlicznych<br />
Wspomnieniem szczęścia mnie teraz nie goni,<br />
I z tych postaci wzniosłych, eterycznych,<br />
Od melancholii żadna mnie nie broni! <br />
<br />
Bom się nie spotkał już z tym upojeniem,<br />
Co jedno drogę do szczęścia otwiera,<br />
Bez względu, czy jest prawdą, czy złudzeniem. <br />
<br />
Bez niego serce powoli zamiera<br />
I z ideałów blade maski zdziera,<br />
I żegna zwiędłe stokrotki westchnieniem...]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Pośród narodów - wyście nędzarzami!]]></title>
			<link>https://sonett-archiv.com/forum/showthread.php?tid=5490</link>
			<pubDate>Sun, 12 Aug 2007 16:17:08 +0000</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://sonett-archiv.com/forum/member.php?action=profile&uid=1">ZaunköniG</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://sonett-archiv.com/forum/showthread.php?tid=5490</guid>
			<description><![CDATA[Pośród narodów - wyście nędzarzami!<br />
Z dumą hidalgów nosicie łachmany<br />
I odkrywacie światu swoje rany,<br />
Aby zarabiać na chleb krwią i łzami. <br />
<br />
Własną nikczemność znacie dobrze sami,<br />
Więc się chowacie w pamiątek kurhany,<br />
I gdy kto skargę podniesie stroskany,<br />
Wołacie, że on świętość grobu plami.<br />
<br />
Trzeba mieć litość nad wami, nędzarze,<br />
Trzeba wam życzyć, o biedni, ułomni,<br />
Żebyście ciche zalegli cmentarze <br />
<br />
I z tego świata zeszli bezpotomni;<br />
Śmierć wam tę jedną nadzieję ukaże:<br />
Że o was Polska i przyszłość zapomni!]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Pośród narodów - wyście nędzarzami!<br />
Z dumą hidalgów nosicie łachmany<br />
I odkrywacie światu swoje rany,<br />
Aby zarabiać na chleb krwią i łzami. <br />
<br />
Własną nikczemność znacie dobrze sami,<br />
Więc się chowacie w pamiątek kurhany,<br />
I gdy kto skargę podniesie stroskany,<br />
Wołacie, że on świętość grobu plami.<br />
<br />
Trzeba mieć litość nad wami, nędzarze,<br />
Trzeba wam życzyć, o biedni, ułomni,<br />
Żebyście ciche zalegli cmentarze <br />
<br />
I z tego świata zeszli bezpotomni;<br />
Śmierć wam tę jedną nadzieję ukaże:<br />
Że o was Polska i przyszłość zapomni!]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[NAD GŁĘBIAMI (30)]]></title>
			<link>https://sonett-archiv.com/forum/showthread.php?tid=5489</link>
			<pubDate>Sun, 12 Aug 2007 15:59:04 +0000</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://sonett-archiv.com/forum/member.php?action=profile&uid=1">ZaunköniG</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://sonett-archiv.com/forum/showthread.php?tid=5489</guid>
			<description><![CDATA[I<br />
<br />
Zmiennego bytu falo ty ruchliwa,<br />
Co nas unosisz po wszechświata toni!<br />
Daremnie wzrok nasz za tym wszystkim goni,<br />
Co pod powierzchnią twoją się ukrywa;<br />
<br />
Choć nam w błyskawic blasku się odsłoni<br />
Głąb niezmierzona, ciemna i straszliwa...<br />
Trudno nam dotrzeć spojrzeniami do niej<br />
Przez pianę zjawisk, co po wierzchu pływa. <br />
<br />
Próżno nad głębią schyleni - jej ciemnic<br />
Obraz chwytamy, gdyż ruchliwa fala,<br />
Zamiast odwiecznych istnienia tajemnic,<br />
<br />
Własną twarz naszą ukazuje z dala,<br />
I nasz widnokrąg cały się powleka<br />
Rzuconym w wszechświat odbiciem człowieka. <br />
<br />
<br />
<br />
II <br />
<br />
Wieczne ciemności, bezdenne otchłanie,<br />
Co otaczacie tajemnicą życie!<br />
Próżno was ciągle pytamy - milczycie,<br />
Głuche na nasze skargi i wołanie. <br />
<br />
Próżna ciekawość! próżne serca bicie!<br />
Nikt odpowiedzi od was nie dostanie -<br />
Chyba nam echo odrzuci pytanie,<br />
Przywtórzy myśli, tkwiącej w piersiach skrycie. <br />
<br />
I nieraz biedni za prawdę bierzemy<br />
Ten głuchy oddźwięk własnej wyobraźni,<br />
Sądząc, że słyszy m tajny głos natury - <br />
<br />
Lecz wszechświat stoi tak jak przedtem niemy,<br />
I otchłań poty milczeniem nas drażni,<br />
Póki nas w mrok swój nie wciągnie ponury. <br />
<br />
<br />
<br />
III<br />
<br />
Łudząca Maja otworzy ci oczy,<br />
Migając widzeń różnobarwną tęczą,<br />
Splotami wrażeń zmysłowych otoczy<br />
I siecią złudzeń usidli pajęczą. <br />
<br />
Widzisz tłum zjawisk, co się wkoło tłoczy,<br />
Słyszysz melodie, co ci w uszach dźwięczą,<br />
I śnisz sen smutny, chwilami uroczy,<br />
W którym cię widma zagadkowe dręczą. <br />
<br />
Ścigając próżno przynęty zwodnicze,<br />
Co się wciąż z twojej usuwają dłoni,<br />
Pragniesz rozpoznać więzy tajemnicze <br />
<br />
I swej piastunki zakryte oblicze;<br />
Lecz ledwie rękę wyciągnąłeś do niej,<br />
Łudząca Maja oczy ci zasłoni. <br />
<br />
<br />
IV<br />
<br />
Jak ptaki, kiedy odlatywać poczną,<br />
Bez przerwy ciągną w dal przestrzeni siną,<br />
I horyzontu granicę widoczną<br />
Raz przekroczywszy - gdzieś bez śladu giną... <br />
<br />
Tak pokolenia w nieskończoność mroczną<br />
Nieprzerwanymi łańcuchami płyną,<br />
Nie wiedząc nawet, skąd wyszły... gdzie spoczną..<br />
Ani nad jaką wznoszą się krainą.<br />
<br />
W chmurach i burzy lub w blasku promieni,<br />
Podległe skrytych instynktów wskazówce,<br />
Lecą, badając wąski szlak przestrzeni, <br />
<br />
Który im znaczą poprzedników hufce -<br />
I tę przelotną grę świateł i cieni,<br />
Jaką w swej krótkiej zobaczą wędrówce. <br />
<br />
<br />
V<br />
 <br />
Gdy nas ciemności otaczają wszędzie,<br />
W swej zacieśnionej zatrzymując sieci,<br />
Wzrok nasz nie sięga za drogi krawędzie<br />
I nie pytamy: Co za nią? jak dzieci.<br />
<br />
Lecz niech kto światło na drodze roznieci -<br />
To, choć wzrok szerszy widnokrąg posiędzie,<br />
Dokoła miejsca, które blask oświeci,<br />
Otchłań ciemności jeszcze większą będzie.<br />
<br />
Wraz z blaskiem wiedzy zdobytej płomienia,<br />
W miarę, jak widzeń krąg się rozprzestrzenia,<br />
Wciąż obszar mroków nieprzebytych rośnie...<br />
<br />
I to, co dostrzec możemy, jest niczym<br />
Przed tym nieznanym, skrytym, tajemniczym,<br />
Co nam mrok wieczny zasłania zazdrośnie.<br />
<br />
<br />
<br />
VI<br />
<br />
Na falach swoich toczy słońc miliony <br />
Wieczny ocean bez dna i wybrzeży, <br />
Którego nawet goniec uskrzydlony <br />
Przestrzeni - promień świetlany nie zmierzy; <br />
<br />
Ani fantazji młodej polot świeży, <br />
Ani błysk myśli, na zwiady rzucony, <br />
Do krańców jego nigdzie nie dobieży <br />
I tajemniczej nie przedrze zasłony. <br />
<br />
Nieskończoności łańcuch wyciągnięty, <br />
Biegnąc przez mroczne przestrzeni odmęty, <br />
Wśród bezbrzeżnego znika nam ogromu, <br />
<br />
Niemocą myśli przedwcześnie ucięty, <br />
A z drugiej strony - ginie po kryjomu, <br />
Gdzieś - w nieskończonej małości atomu.<br />
<br />
<br />
<br />
VII<br />
<br />
Rzucone w przestrzeń złotych gwiazd kagańce, <br />
Te wirujących światów zbiorowiska, <br />
Skupione bytów chwilowych ogniska, <br />
Ten cały ogrom, za którego krańce <br />
<br />
Nie możem sięgnąć, przygodni mieszkańce <br />
Z nieskończoności toni bez nazwiska <br />
Wzniósł się, podobny wirującej bańce, <br />
Która na fali tęczuje i pryska. <br />
<br />
Niesie go z sobą ta nieznana fala, <br />
Co0 poza bytem będąc, byt okala <br />
I wszystko z łona swego wyprowadza. <br />
<br />
I nowe słońca w przestrzeniach zapala, <br />
Gdy nią poruszy kierująca władza, <br />
Co byt na głębiach nicestwa osadza.<br />
<br />
<br />
<br />
VIII<br />
<br />
Noc, noc wieczysta, głuszą przedbytową <br />
Otacza kręgi drgające istnienia - <br />
Noc i pierwotny eter bez skupienia, <br />
Bez związku z światów fizyczną budową, <br />
<br />
Swą jednolitą nicość rozprzestrzenia, <br />
Z której dopiero falę światów nową, <br />
Wirami mgławic skłębionych pierścienia, <br />
W przyszłości twórcze wyprowadzi słowo. <br />
<br />
Noc, noc wieczysta! W jej bezwładnej czczości <br />
Żaden istnienia odblask nie zagości; <br />
Nic się nie zmienia, nie drga, nie posuwa <br />
<br />
I nic nie mierzy tej pustej wieczności - <br />
Tylko Duch świata bezustannie czuwa <br />
I przyszłych istnień z siebie nić wysnuwa. <br />
<br />
<br />
<br />
IX <br />
<br />
Nieśmiertelności nie poszukuj w próchnie <br />
Albo w czynnikach, co się wnet rozprzęgną - <br />
Nieśmiertelnymi nie są kość i ścięgno <br />
Ni żądz płomyki, które śmierć zadmuchnie. <br />
<br />
Te dumne myśli, co się w głowie lęgną, <br />
Pójdą na pastwę bladej przemian druhnie, <br />
Jeśli za zlepek znikomy nie sięgną, <br />
I osobistej sławy oddźwięk zgłuchnie. <br />
<br />
Wszystko, co świeci w ludzkich cacek kramie, <br />
Co przypadkowe, ułomne i liche, <br />
Co nosi zachceń osobistych znamię, <br />
<br />
Choć się przystraja w odrębności pychę, <br />
Wraz z swą skorupą w prochy się rozłamie, <br />
Na dno przepaści opadając ciche.<br />
<br />
<br />
X<br />
<br />
Tylko treść, która z całością się splata, <br />
To, czego żaden trąd nie upośledza, <br />
Czego nie dzieli egoizmu miedza <br />
Od wszystkich ogniw duchowych wszechświata; <br />
<br />
To, co chwilowy zakres swój wyprzedza <br />
I z życiem przyszłych pokoleń się brata, <br />
Tylko ta wspólnych źródeł samowiedza, <br />
Co z gwiazd na gwiazdy wzlatuje skrzydlata <br />
<br />
I wszędzie siebie znajduje świadomie: <br />
W minionych zmierzchach, w mgle przyszłych stuleci, <br />
W sercach współbraci i światów ogromie, <br />
<br />
I w każdym życiem drgającym atomie <br />
Ta jedna, z czasu wyplątana sieci, <br />
Nieśmiertelnością poza grób uleci.<br />
<br />
<br />
<br />
XI<br />
<br />
Ileż to zgonów i narodzin ile <br />
W krótkim dni naszych przechodzim zakresie! <br />
Tłum nowych pędów wciąż do życia rwie się, <br />
Gdy to, co przedtem w pełnej kwitło sile. <br />
<br />
Spada jak liście obumarłe w lesie... <br />
Szybko mkną w przeszłość niepochwytne chwile, <br />
A każda cząstki oderwane niesie <br />
Z naszego wnętrza... i składa w mogile. <br />
<br />
Wciąż coś przybywa i coś nam ucieka; <br />
Myśli, uczucia rodzą się i giną; <br />
Każdy dzień stwarza świeży kształt człowieka. <br />
<br />
Który nad dawną wyrasta ruiną... <br />
I tylko pamięć wiąże w całość jedną <br />
Mgliste obrazy, co w przelocie bledną.<br />
<br />
<br />
XII<br />
<br />
Wzniosłe dążenia, szlachetne pobudki,<br />
Rozpaczne walki, zgliszcza i cmentarze,<br />
Róże miłości, uczuć niezabudki<br />
I ukochanych jasne przedtem twarze -<br />
<br />
We mgłach przeszłości nikną, jak sen krótki...<br />
A czas powoli w pamięci zamaże<br />
Najdroższe rysy i najcięższe smutki,<br />
I echa wspomnień zgłuszy w dziennym gwarze. <br />
<br />
Na próżno serce chce zatrzymać w głębi -<br />
Gdy szron jesienny kurczy je i ziębi -<br />
Wdzięczne obrazy błogości dziecięcej; <br />
<br />
Próżno chce wskrzeszać bieg minionej chwili<br />
I tych, co z nami wspólnym życiem żyli:<br />
To, co już przeszło, nie powraca więcej! <br />
<br />
<br />
<br />
XIII<br />
<br />
Przeszłość nie wraca jak żywe zjawisko,<br />
W dawnej postaci - jednak nie umiera:<br />
Odmienia tylko miejsce, czas, nazwisko<br />
I świeże kształty dla siebie przybiera.<br />
<br />
Zmarłych pokoleń idealna sfera<br />
W żywej ludzkości wieczne ma siedlisko,<br />
A grób proroka, mędrca, bohatera<br />
Jasnych żywotów staje się kołyską. <br />
<br />
Zawsze z tej samej życiodajnej strugi<br />
Czerpiemy napój, co pragnienie gasi;<br />
Żywi nas zasób pracy plemion długiej, <br />
<br />
Ich miłość, sława, istnienie nam krasi;<br />
A z naszych czynów i z naszej zasługi<br />
Korzystać będą znów następcy nasi. <br />
<br />
<br />
<br />
XIV <br />
<br />
Po wszystkie czasy, przez obszar daleki,<br />
Wiążą się istnień kolejne ogniwa;<br />
Fala pokoleń, wielkie ludów rzeki -<br />
Wszystko w ocean jeden wspólny spływa, <br />
<br />
Który zasila coraz dalsze wieki...<br />
Z rzeszą zniknionych ciągle rzesza żywa,<br />
Jako strumienie, mieszają swe ścieki<br />
I jedna drugą ze sobą porywa. <br />
<br />
Wszyscy są wspólną związani macierzą:<br />
Umarli, żywi, wielcy czy też mali,<br />
Wrogowie, bracia, dalecy lub bliscy - <br />
<br />
Jedni od drugich nawzajem zależą,<br />
Odpowiadając, na wypadków fali,<br />
Każdy za wszystkich, za każdego wszyscy! <br />
<br />
<br />
<br />
XV<br />
<br />
Na dzieci spada win ojcowskich brzemię,<br />
Lud pokutuje za grzechy zbrodniarza;<br />
Każde gwałcące sprawiedliwość plemię -<br />
Cierpień i nieszczęść ludzkości przysparza.<br />
<br />
Złe, jak zaraza, w lot obiega ziemię...<br />
A czy na sobie łachman ma nędzarza,<br />
Czy też w książęcym kroczy diademie -<br />
Zatrutym tchnieniem cały świat zaraża. <br />
<br />
Wobec praw, światem rządzących wszechwładnie,<br />
Nikt ujść nie może złych wpływów przekleństwa;<br />
Każdemu w dziale część winy przypadnie <br />
<br />
Nawet za cudze zbrodnie i szaleństwa;<br />
Bo każdy nosi w duszy swojej na dnie<br />
Odpowiedzialność wspólną człowieczeństwa. <br />
<br />
<br />
<br />
XVI<br />
<br />
Dzień, w którym jeden z grzesznych braci koła,<br />
Najświętsze prawa zdeptawszy niegodnie,<br />
Rozpali krwawą pożarów pochodnię,<br />
Widziadło mordów na ziemię przywoła <br />
<br />
I zaćmi światła narodów przewodnie -<br />
Dzień ten jest klęską dobrego anioła,<br />
I ludzkość cała, chyląc kornie czoła,<br />
Winna za syna pokutować zbrodnie; <br />
<br />
Winna obchodzić we łzach i żałobie<br />
Grzech, który nową klątwą ją obarczy<br />
I zwróci z drogi ku jaśniejszej dobie... <br />
<br />
Powinna szukać przeciw złemu tarczy,<br />
Poznaniem prawdy potęgując w sobie<br />
Miłość, co środków zbawienia dostarczy. <br />
<br />
<br />
XVII<br />
<br />
Co złość zniweczy, co występek zburzy,<br />
To miłość z gruzów na powrót postawi.<br />
Upadłą ludzkość z krwi i łez kałuży,<br />
Gdzie ją spychają występni i krwawi, <br />
<br />
Czyn poświęcenia podniesie i zbawi.<br />
Myśl, która dobru powszechnemu służy,<br />
Wiedzie za sobą duchów zastęp duży,<br />
Jak łańcuch w niebo lecących żurawi. <br />
<br />
Cichych poświęceń nieustanna praca<br />
I serc szlachetnych dobroć promienista<br />
Grzesznej spuścizny przekleństwo odwraca, <br />
<br />
I coraz głębiej przenikając, czysta,<br />
Powszechny skarbiec duchowy wzbogaca,<br />
Z którego każdy czerpie i korzysta. <br />
<br />
<br />
<br />
XVIII <br />
<br />
Tak złe, jak dobre wspólną jest zdobyczą:<br />
I ci, co czynem ewangelię głoszą,<br />
I ci, co ziemię zbrodniami pustoszą,<br />
Dzielą się plonem i spadek dziedziczą;<br />
<br />
I wszyscy następstw ciężary ponoszą,<br />
Wszyscy w dorobku ciężkim uczestniczą,<br />
Który napawa bólem lub rozkoszą<br />
Ludzkiego rodu duszę tajemniczą. <br />
<br />
Ten wzajemności twardy obowiązek,<br />
Zależność losów i wspólnictwo winy<br />
Z pnia odwiecznego wyrosłych gałązek - <br />
<br />
Utrwala wielki religijny związek,<br />
Łączący członków rozpierzchłej rodziny<br />
W Duchu, co wszystko ożywia - jedyny! <br />
<br />
<br />
<br />
XIX<br />
<br />
Dopiero w związku z wszechświata ogromem<br />
Człowiek granice istnienia rozszerza;<br />
Na mocy swego z naturą przymierza<br />
Już się nie czuje bezsilnym atomem, <br />
<br />
Tonącym w wnętrzu nicestwa łakomem;<br />
Lecz odzyskuje odwagę żołnierza,<br />
Co wie, że za nim stoi armia świeża<br />
I że świat cały jest dla niego domem. <br />
<br />
Jako cząsteczka tej wielkiej potęgi,<br />
Co się rozciąga w nieskończoność wszędzie...<br />
Może ogarniać wszystkie widnokręgi, <br />
<br />
Odczuć się w światów niewstrzymanym pędzie<br />
I na tle czasu wijącej się wstęgi<br />
Żyć w tym, co było, co jest i co będzie. <br />
<br />
<br />
<br />
XX <br />
<br />
W nieprzerwalności zbiorowego bytu<br />
Duch, współistnienia wieczystego świadom,<br />
Może z spokojem, z jasnego błękitu<br />
Swego pochodu przyglądać się śladom:<br />
<br />
Cząstkowym zgonom, pozornym zagładom,<br />
Burzliwej fali ciemnemu korytu,<br />
Lecącym w otchłań stuleci kaskadom,<br />
Pomrokom nocy i jutrzenkom świtu.<br />
<br />
Jemu nie wydrze błogiego spokoju<br />
Ziemskich męczarni małoduszna trwoga,<br />
Nie wprawi w rozpacz dziki zamęt boju <br />
<br />
Ani dziejowej klęski noc złowroga,<br />
Gdyż mu widnieje pewna w przyszłość droga,<br />
Gdzie śmierć jest stopniem wyższego rozwoju. <br />
<br />
<br />
<br />
XXI <br />
<br />
W coraz to wyższe przeradza się wzory<br />
Pył ożywiony, co w przestrzeni krąży;<br />
Ledwie się w cieniu śmiertelnym pogrąży,<br />
Wnet go z martwości świt rozbudzi skory. <br />
<br />
Śmierć - to ciągłego postępu chorąży!<br />
Który na nowe świat prowadzi tory,<br />
Wschodzącym kiełkom usuwa zapory<br />
I z rzeszą istot w nieskończoność dąży. <br />
<br />
Z jego opatrznej, choć surowej łaski<br />
Świat nie zastyga pod próchnem i pleśnią,<br />
Ale młodości wciąż przebrzmiewa pieśnią <br />
<br />
I w coraz nowe przystraja się blaski,<br />
I coraz dalej mknąc na fali chyżej,<br />
Po stopniach przemian posuwa się wyżej. <br />
<br />
<br />
<br />
XXII<br />
<br />
Naprzód i wyżej! przez ból i męczarnie,<br />
Przez ciemną otchłań, przez śmierci podwoje,<br />
Przez szereg istnień padających marnie<br />
Lecą bez końca tłoczące się roje. <br />
<br />
Senne zarodki, tkwiące w swoim ziarnie,<br />
Głazy, zakute w bezwładności zbroję,<br />
Czekają tęsknie na zbudzenie swoje,<br />
Gdy je dreszcz życia przejmie i ogarnie. <br />
<br />
Naprzód i wyżej! w gwiaździste ogromy<br />
Prąd życia coraz przyśpieszonym ruchem<br />
Porywa z głębi bezwiedne atomy". <br />
<br />
I w to, co było i martwem, i głuchem,<br />
Rzuca blask myśli, sam siebie świadomy,<br />
Przenika światłem i wypełnia duchem.<br />
<br />
<br />
<br />
XXIII<br />
<br />
Choć w praw niezmiennych poruszasz się kole,<br />
Jeśli rozpoznasz twórcze ich zamysły<br />
I ten ich związek z dobrem świata ścisły,<br />
I cel ich wieczny w swoją wcielisz wolę -<br />
<br />
Wtedy swobodne masz do czynu pole:<br />
Opadło jarzmo, więzy twoje prysły,<br />
I jako czynnik chętny, niezawisły,<br />
W rozwoju świata grasz świadomą rolę. <br />
<br />
Lecz gdy chcesz działać ku powszechnej szkodzie,<br />
Gwałcić istotne zadania człowiecze -<br />
Trudem Danaid wszelka twoja praca; <br />
<br />
Jarzmo niewoli kark ci wtenczas bodzie,<br />
Wyższa potęga przemocą cię wlecze<br />
I przeciw tobie czyny twoje zwraca. <br />
<br />
<br />
<br />
XXIV <br />
<br />
Przez chwilę możesz ślepą być zaporą,<br />
Niszczącą siłą, jadowitym lekiem,<br />
Którym natura leczy ludzkość chorą -<br />
Tamą, rzuconą przed strumieni ściekiem,<br />
<br />
Ażeby w wielkie rozlały jezioro,<br />
A którą zaraz, z jutrem niedalekiem,<br />
Wezbrane wody skruszą i zabiorą:<br />
Tylko już wolnym nie będziesz człowiekiem! <br />
<br />
Z wolności wieczne prawa cię wywłaszczą,<br />
A tych nie zwalczysz żadną ziemską władzą -<br />
Ni żądłem żmii, ni tygrysa paszczą. <br />
<br />
Choć tryumf zgubnym twym dążnościom dadzą,<br />
Z chwilą, gdy tajne cele przeprowadzą,<br />
Wraz z tobą - dzieło twoje zaprzepaszczą! <br />
<br />
<br />
<br />
XXV<br />
<br />
Jako cząsteczka wszechświata myśląca,<br />
Szukam w nim celu i o celu myślę -<br />
Bo ten się wiąże z mym pojęciem ściśle,<br />
Tak jak odczucie światła lub gorąca.<br />
<br />
Znam tylko bowiem jedną z form tysiąca<br />
Natury, w moim odbitej umyśle;<br />
Sądzę ją z tego, co mi sama przyśle<br />
I czym o władze mi dane potrąca.<br />
<br />
Natura twórcza, wieczna, bezcelowa<br />
Nie da się zmieścić w naszych pojęć ramie -<br />
Więc wiecznym prawom, co w swym łonie chowa, <br />
<br />
I konieczności, co nas wszystkich łamie,<br />
Ludzkiej dążności narzucamy znamię,<br />
Na ludzki język tłumacząc jej słowa. <br />
<br />
<br />
<br />
XXVI<br />
<br />
Pierwotną białość słonecznych promieni<br />
Ziemski widnokrąg rozszczepia i łamie<br />
Na chmurach, w tęczy różnobarwnej bramie -<br />
I fala światła inaczej się mieni<br />
<br />
W błękitach morza, w żywej łąk zieleni,<br />
W złocistych łanach i zórz krwawej plamie...<br />
I każdy z kwiatów innej barwy znamię<br />
W grze malowniczych odbija odcieni.<br />
<br />
Podobnie światło prawdy w ziemskiej sferze,<br />
Przez mgły spływając, w tęcze się rozwionie,<br />
Gdy ludzkim duszom niesie blaski świeże; <br />
<br />
Każda z nich w siebie inne barwy chłonie,<br />
Każda za całość jedną cząstkę bierze:<br />
Tę, którą sama w swym odbija łonie. <br />
<br />
<br />
<br />
XXVII <br />
<br />
Smutny jest schyłek roku w mgieł pomroce,<br />
Gdy wiatr jesienny zwiędłym liściem miota!<br />
Ostatnie kwiaty, ostatnie owoce<br />
Strąca i grzebie pod całunem błota. <br />
<br />
Smutniejszy koniec bezsilny żywota,<br />
Osamotnienie starości sieroce,<br />
I długie, ciemne, pełne cierpień noce,<br />
W których się ludzka rozprzęga istota! <br />
<br />
Lecz najsmutniejszy jest duchowy schyłek<br />
Zamierającej powoli epoki -<br />
Gdy wniwecz poszedł pokoleń wysiłek, <br />
<br />
Strawiwszy wszystkie żywotniejsze soki,<br />
A w spadku szereg błędów i pomyłek<br />
Na dni ostatnie rzuca cień głęboki! <br />
<br />
<br />
<br />
XXVIII<br />
<br />
Ci, którzy jasność żegnają zniknioną,<br />
Gdy burza całe zniweczyła żniwo -<br />
Nad spustoszoną rozpaczając niwą,<br />
Myślą, że wszystko ciemności pochłoną, <br />
<br />
Dalszych rozkwitów mrożąc siłę żywą.<br />
Tymczasem pod tą ciemności osłoną,<br />
Pod dobroczynną martwości pokrywą,<br />
Tysiącem kiełków drży już ziemi łono, <br />
<br />
Ręką natury rozrzuconych skrzętną. -<br />
W spowiciu nocy, w zimowej zamieci,<br />
Bijące wewnątrz nie ustaje tętno. <br />
<br />
I życie w głębi walką wre namiętną,<br />
By się wydobyć, kiedy je oświeci<br />
Brzask nowych wiosen lub nowych stuleci. <br />
<br />
<br />
<br />
XXIX<br />
<br />
Póki w narodzie myśl swobody żyje,<br />
Wola i godność, i męstwo człowiecze,<br />
Póki sam w ręce nie odda się czyje<br />
I praw się swoich do życia nie zrzecze, <br />
<br />
To ani łańcuch, co mu ściska szyję,<br />
Ani utkwione w jego piersiach miecze,<br />
Ani go przemoc żadna nie zabije -<br />
I w noc dziejowej hańby nie zawlecze.<br />
<br />
Zginąć on może z własnej tylko ręki:<br />
Gdy nim owładnie rozpacz senna, głucha,<br />
Co mu spoczynek wskaże w grobie miękki - <br />
<br />
I to zwątpienie, co szepcze do ucha:<br />
Że jednym tylko lekarstwem na męki<br />
Jest dobrowolne samobójstwo ducha. <br />
<br />
<br />
<br />
XXX <br />
<br />
Taką jak byłaś - nie wstaniesz z mogiły!<br />
Nie wrócisz na świat w dawnej swojej krasie;<br />
Musisz porzucić kształt przeszłości zgniły,<br />
Na którym teraz robactwo się pasie;<br />
<br />
Musisz zatracić niejeden rys miły<br />
I wdzięk w dawniejszym uwielbiany czasie...<br />
Lecz nową postać wziąć i nowe siły<br />
I nowych wieków oręż mieć w zapasie. <br />
<br />
Grób cię nie odda światu - widmem bladem,<br />
Z mogilnej pleśni i zgnilizny plamą,<br />
Do wnętrza śmierci przesiąkniętą jadem... <br />
<br />
Lecz, przystrojona w królewski diadem,<br />
Musisz do życia wkroczyć życia bramą,<br />
Musisz być inną, choć będziesz tą samą!]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[I<br />
<br />
Zmiennego bytu falo ty ruchliwa,<br />
Co nas unosisz po wszechświata toni!<br />
Daremnie wzrok nasz za tym wszystkim goni,<br />
Co pod powierzchnią twoją się ukrywa;<br />
<br />
Choć nam w błyskawic blasku się odsłoni<br />
Głąb niezmierzona, ciemna i straszliwa...<br />
Trudno nam dotrzeć spojrzeniami do niej<br />
Przez pianę zjawisk, co po wierzchu pływa. <br />
<br />
Próżno nad głębią schyleni - jej ciemnic<br />
Obraz chwytamy, gdyż ruchliwa fala,<br />
Zamiast odwiecznych istnienia tajemnic,<br />
<br />
Własną twarz naszą ukazuje z dala,<br />
I nasz widnokrąg cały się powleka<br />
Rzuconym w wszechświat odbiciem człowieka. <br />
<br />
<br />
<br />
II <br />
<br />
Wieczne ciemności, bezdenne otchłanie,<br />
Co otaczacie tajemnicą życie!<br />
Próżno was ciągle pytamy - milczycie,<br />
Głuche na nasze skargi i wołanie. <br />
<br />
Próżna ciekawość! próżne serca bicie!<br />
Nikt odpowiedzi od was nie dostanie -<br />
Chyba nam echo odrzuci pytanie,<br />
Przywtórzy myśli, tkwiącej w piersiach skrycie. <br />
<br />
I nieraz biedni za prawdę bierzemy<br />
Ten głuchy oddźwięk własnej wyobraźni,<br />
Sądząc, że słyszy m tajny głos natury - <br />
<br />
Lecz wszechświat stoi tak jak przedtem niemy,<br />
I otchłań poty milczeniem nas drażni,<br />
Póki nas w mrok swój nie wciągnie ponury. <br />
<br />
<br />
<br />
III<br />
<br />
Łudząca Maja otworzy ci oczy,<br />
Migając widzeń różnobarwną tęczą,<br />
Splotami wrażeń zmysłowych otoczy<br />
I siecią złudzeń usidli pajęczą. <br />
<br />
Widzisz tłum zjawisk, co się wkoło tłoczy,<br />
Słyszysz melodie, co ci w uszach dźwięczą,<br />
I śnisz sen smutny, chwilami uroczy,<br />
W którym cię widma zagadkowe dręczą. <br />
<br />
Ścigając próżno przynęty zwodnicze,<br />
Co się wciąż z twojej usuwają dłoni,<br />
Pragniesz rozpoznać więzy tajemnicze <br />
<br />
I swej piastunki zakryte oblicze;<br />
Lecz ledwie rękę wyciągnąłeś do niej,<br />
Łudząca Maja oczy ci zasłoni. <br />
<br />
<br />
IV<br />
<br />
Jak ptaki, kiedy odlatywać poczną,<br />
Bez przerwy ciągną w dal przestrzeni siną,<br />
I horyzontu granicę widoczną<br />
Raz przekroczywszy - gdzieś bez śladu giną... <br />
<br />
Tak pokolenia w nieskończoność mroczną<br />
Nieprzerwanymi łańcuchami płyną,<br />
Nie wiedząc nawet, skąd wyszły... gdzie spoczną..<br />
Ani nad jaką wznoszą się krainą.<br />
<br />
W chmurach i burzy lub w blasku promieni,<br />
Podległe skrytych instynktów wskazówce,<br />
Lecą, badając wąski szlak przestrzeni, <br />
<br />
Który im znaczą poprzedników hufce -<br />
I tę przelotną grę świateł i cieni,<br />
Jaką w swej krótkiej zobaczą wędrówce. <br />
<br />
<br />
V<br />
 <br />
Gdy nas ciemności otaczają wszędzie,<br />
W swej zacieśnionej zatrzymując sieci,<br />
Wzrok nasz nie sięga za drogi krawędzie<br />
I nie pytamy: Co za nią? jak dzieci.<br />
<br />
Lecz niech kto światło na drodze roznieci -<br />
To, choć wzrok szerszy widnokrąg posiędzie,<br />
Dokoła miejsca, które blask oświeci,<br />
Otchłań ciemności jeszcze większą będzie.<br />
<br />
Wraz z blaskiem wiedzy zdobytej płomienia,<br />
W miarę, jak widzeń krąg się rozprzestrzenia,<br />
Wciąż obszar mroków nieprzebytych rośnie...<br />
<br />
I to, co dostrzec możemy, jest niczym<br />
Przed tym nieznanym, skrytym, tajemniczym,<br />
Co nam mrok wieczny zasłania zazdrośnie.<br />
<br />
<br />
<br />
VI<br />
<br />
Na falach swoich toczy słońc miliony <br />
Wieczny ocean bez dna i wybrzeży, <br />
Którego nawet goniec uskrzydlony <br />
Przestrzeni - promień świetlany nie zmierzy; <br />
<br />
Ani fantazji młodej polot świeży, <br />
Ani błysk myśli, na zwiady rzucony, <br />
Do krańców jego nigdzie nie dobieży <br />
I tajemniczej nie przedrze zasłony. <br />
<br />
Nieskończoności łańcuch wyciągnięty, <br />
Biegnąc przez mroczne przestrzeni odmęty, <br />
Wśród bezbrzeżnego znika nam ogromu, <br />
<br />
Niemocą myśli przedwcześnie ucięty, <br />
A z drugiej strony - ginie po kryjomu, <br />
Gdzieś - w nieskończonej małości atomu.<br />
<br />
<br />
<br />
VII<br />
<br />
Rzucone w przestrzeń złotych gwiazd kagańce, <br />
Te wirujących światów zbiorowiska, <br />
Skupione bytów chwilowych ogniska, <br />
Ten cały ogrom, za którego krańce <br />
<br />
Nie możem sięgnąć, przygodni mieszkańce <br />
Z nieskończoności toni bez nazwiska <br />
Wzniósł się, podobny wirującej bańce, <br />
Która na fali tęczuje i pryska. <br />
<br />
Niesie go z sobą ta nieznana fala, <br />
Co0 poza bytem będąc, byt okala <br />
I wszystko z łona swego wyprowadza. <br />
<br />
I nowe słońca w przestrzeniach zapala, <br />
Gdy nią poruszy kierująca władza, <br />
Co byt na głębiach nicestwa osadza.<br />
<br />
<br />
<br />
VIII<br />
<br />
Noc, noc wieczysta, głuszą przedbytową <br />
Otacza kręgi drgające istnienia - <br />
Noc i pierwotny eter bez skupienia, <br />
Bez związku z światów fizyczną budową, <br />
<br />
Swą jednolitą nicość rozprzestrzenia, <br />
Z której dopiero falę światów nową, <br />
Wirami mgławic skłębionych pierścienia, <br />
W przyszłości twórcze wyprowadzi słowo. <br />
<br />
Noc, noc wieczysta! W jej bezwładnej czczości <br />
Żaden istnienia odblask nie zagości; <br />
Nic się nie zmienia, nie drga, nie posuwa <br />
<br />
I nic nie mierzy tej pustej wieczności - <br />
Tylko Duch świata bezustannie czuwa <br />
I przyszłych istnień z siebie nić wysnuwa. <br />
<br />
<br />
<br />
IX <br />
<br />
Nieśmiertelności nie poszukuj w próchnie <br />
Albo w czynnikach, co się wnet rozprzęgną - <br />
Nieśmiertelnymi nie są kość i ścięgno <br />
Ni żądz płomyki, które śmierć zadmuchnie. <br />
<br />
Te dumne myśli, co się w głowie lęgną, <br />
Pójdą na pastwę bladej przemian druhnie, <br />
Jeśli za zlepek znikomy nie sięgną, <br />
I osobistej sławy oddźwięk zgłuchnie. <br />
<br />
Wszystko, co świeci w ludzkich cacek kramie, <br />
Co przypadkowe, ułomne i liche, <br />
Co nosi zachceń osobistych znamię, <br />
<br />
Choć się przystraja w odrębności pychę, <br />
Wraz z swą skorupą w prochy się rozłamie, <br />
Na dno przepaści opadając ciche.<br />
<br />
<br />
X<br />
<br />
Tylko treść, która z całością się splata, <br />
To, czego żaden trąd nie upośledza, <br />
Czego nie dzieli egoizmu miedza <br />
Od wszystkich ogniw duchowych wszechświata; <br />
<br />
To, co chwilowy zakres swój wyprzedza <br />
I z życiem przyszłych pokoleń się brata, <br />
Tylko ta wspólnych źródeł samowiedza, <br />
Co z gwiazd na gwiazdy wzlatuje skrzydlata <br />
<br />
I wszędzie siebie znajduje świadomie: <br />
W minionych zmierzchach, w mgle przyszłych stuleci, <br />
W sercach współbraci i światów ogromie, <br />
<br />
I w każdym życiem drgającym atomie <br />
Ta jedna, z czasu wyplątana sieci, <br />
Nieśmiertelnością poza grób uleci.<br />
<br />
<br />
<br />
XI<br />
<br />
Ileż to zgonów i narodzin ile <br />
W krótkim dni naszych przechodzim zakresie! <br />
Tłum nowych pędów wciąż do życia rwie się, <br />
Gdy to, co przedtem w pełnej kwitło sile. <br />
<br />
Spada jak liście obumarłe w lesie... <br />
Szybko mkną w przeszłość niepochwytne chwile, <br />
A każda cząstki oderwane niesie <br />
Z naszego wnętrza... i składa w mogile. <br />
<br />
Wciąż coś przybywa i coś nam ucieka; <br />
Myśli, uczucia rodzą się i giną; <br />
Każdy dzień stwarza świeży kształt człowieka. <br />
<br />
Który nad dawną wyrasta ruiną... <br />
I tylko pamięć wiąże w całość jedną <br />
Mgliste obrazy, co w przelocie bledną.<br />
<br />
<br />
XII<br />
<br />
Wzniosłe dążenia, szlachetne pobudki,<br />
Rozpaczne walki, zgliszcza i cmentarze,<br />
Róże miłości, uczuć niezabudki<br />
I ukochanych jasne przedtem twarze -<br />
<br />
We mgłach przeszłości nikną, jak sen krótki...<br />
A czas powoli w pamięci zamaże<br />
Najdroższe rysy i najcięższe smutki,<br />
I echa wspomnień zgłuszy w dziennym gwarze. <br />
<br />
Na próżno serce chce zatrzymać w głębi -<br />
Gdy szron jesienny kurczy je i ziębi -<br />
Wdzięczne obrazy błogości dziecięcej; <br />
<br />
Próżno chce wskrzeszać bieg minionej chwili<br />
I tych, co z nami wspólnym życiem żyli:<br />
To, co już przeszło, nie powraca więcej! <br />
<br />
<br />
<br />
XIII<br />
<br />
Przeszłość nie wraca jak żywe zjawisko,<br />
W dawnej postaci - jednak nie umiera:<br />
Odmienia tylko miejsce, czas, nazwisko<br />
I świeże kształty dla siebie przybiera.<br />
<br />
Zmarłych pokoleń idealna sfera<br />
W żywej ludzkości wieczne ma siedlisko,<br />
A grób proroka, mędrca, bohatera<br />
Jasnych żywotów staje się kołyską. <br />
<br />
Zawsze z tej samej życiodajnej strugi<br />
Czerpiemy napój, co pragnienie gasi;<br />
Żywi nas zasób pracy plemion długiej, <br />
<br />
Ich miłość, sława, istnienie nam krasi;<br />
A z naszych czynów i z naszej zasługi<br />
Korzystać będą znów następcy nasi. <br />
<br />
<br />
<br />
XIV <br />
<br />
Po wszystkie czasy, przez obszar daleki,<br />
Wiążą się istnień kolejne ogniwa;<br />
Fala pokoleń, wielkie ludów rzeki -<br />
Wszystko w ocean jeden wspólny spływa, <br />
<br />
Który zasila coraz dalsze wieki...<br />
Z rzeszą zniknionych ciągle rzesza żywa,<br />
Jako strumienie, mieszają swe ścieki<br />
I jedna drugą ze sobą porywa. <br />
<br />
Wszyscy są wspólną związani macierzą:<br />
Umarli, żywi, wielcy czy też mali,<br />
Wrogowie, bracia, dalecy lub bliscy - <br />
<br />
Jedni od drugich nawzajem zależą,<br />
Odpowiadając, na wypadków fali,<br />
Każdy za wszystkich, za każdego wszyscy! <br />
<br />
<br />
<br />
XV<br />
<br />
Na dzieci spada win ojcowskich brzemię,<br />
Lud pokutuje za grzechy zbrodniarza;<br />
Każde gwałcące sprawiedliwość plemię -<br />
Cierpień i nieszczęść ludzkości przysparza.<br />
<br />
Złe, jak zaraza, w lot obiega ziemię...<br />
A czy na sobie łachman ma nędzarza,<br />
Czy też w książęcym kroczy diademie -<br />
Zatrutym tchnieniem cały świat zaraża. <br />
<br />
Wobec praw, światem rządzących wszechwładnie,<br />
Nikt ujść nie może złych wpływów przekleństwa;<br />
Każdemu w dziale część winy przypadnie <br />
<br />
Nawet za cudze zbrodnie i szaleństwa;<br />
Bo każdy nosi w duszy swojej na dnie<br />
Odpowiedzialność wspólną człowieczeństwa. <br />
<br />
<br />
<br />
XVI<br />
<br />
Dzień, w którym jeden z grzesznych braci koła,<br />
Najświętsze prawa zdeptawszy niegodnie,<br />
Rozpali krwawą pożarów pochodnię,<br />
Widziadło mordów na ziemię przywoła <br />
<br />
I zaćmi światła narodów przewodnie -<br />
Dzień ten jest klęską dobrego anioła,<br />
I ludzkość cała, chyląc kornie czoła,<br />
Winna za syna pokutować zbrodnie; <br />
<br />
Winna obchodzić we łzach i żałobie<br />
Grzech, który nową klątwą ją obarczy<br />
I zwróci z drogi ku jaśniejszej dobie... <br />
<br />
Powinna szukać przeciw złemu tarczy,<br />
Poznaniem prawdy potęgując w sobie<br />
Miłość, co środków zbawienia dostarczy. <br />
<br />
<br />
XVII<br />
<br />
Co złość zniweczy, co występek zburzy,<br />
To miłość z gruzów na powrót postawi.<br />
Upadłą ludzkość z krwi i łez kałuży,<br />
Gdzie ją spychają występni i krwawi, <br />
<br />
Czyn poświęcenia podniesie i zbawi.<br />
Myśl, która dobru powszechnemu służy,<br />
Wiedzie za sobą duchów zastęp duży,<br />
Jak łańcuch w niebo lecących żurawi. <br />
<br />
Cichych poświęceń nieustanna praca<br />
I serc szlachetnych dobroć promienista<br />
Grzesznej spuścizny przekleństwo odwraca, <br />
<br />
I coraz głębiej przenikając, czysta,<br />
Powszechny skarbiec duchowy wzbogaca,<br />
Z którego każdy czerpie i korzysta. <br />
<br />
<br />
<br />
XVIII <br />
<br />
Tak złe, jak dobre wspólną jest zdobyczą:<br />
I ci, co czynem ewangelię głoszą,<br />
I ci, co ziemię zbrodniami pustoszą,<br />
Dzielą się plonem i spadek dziedziczą;<br />
<br />
I wszyscy następstw ciężary ponoszą,<br />
Wszyscy w dorobku ciężkim uczestniczą,<br />
Który napawa bólem lub rozkoszą<br />
Ludzkiego rodu duszę tajemniczą. <br />
<br />
Ten wzajemności twardy obowiązek,<br />
Zależność losów i wspólnictwo winy<br />
Z pnia odwiecznego wyrosłych gałązek - <br />
<br />
Utrwala wielki religijny związek,<br />
Łączący członków rozpierzchłej rodziny<br />
W Duchu, co wszystko ożywia - jedyny! <br />
<br />
<br />
<br />
XIX<br />
<br />
Dopiero w związku z wszechświata ogromem<br />
Człowiek granice istnienia rozszerza;<br />
Na mocy swego z naturą przymierza<br />
Już się nie czuje bezsilnym atomem, <br />
<br />
Tonącym w wnętrzu nicestwa łakomem;<br />
Lecz odzyskuje odwagę żołnierza,<br />
Co wie, że za nim stoi armia świeża<br />
I że świat cały jest dla niego domem. <br />
<br />
Jako cząsteczka tej wielkiej potęgi,<br />
Co się rozciąga w nieskończoność wszędzie...<br />
Może ogarniać wszystkie widnokręgi, <br />
<br />
Odczuć się w światów niewstrzymanym pędzie<br />
I na tle czasu wijącej się wstęgi<br />
Żyć w tym, co było, co jest i co będzie. <br />
<br />
<br />
<br />
XX <br />
<br />
W nieprzerwalności zbiorowego bytu<br />
Duch, współistnienia wieczystego świadom,<br />
Może z spokojem, z jasnego błękitu<br />
Swego pochodu przyglądać się śladom:<br />
<br />
Cząstkowym zgonom, pozornym zagładom,<br />
Burzliwej fali ciemnemu korytu,<br />
Lecącym w otchłań stuleci kaskadom,<br />
Pomrokom nocy i jutrzenkom świtu.<br />
<br />
Jemu nie wydrze błogiego spokoju<br />
Ziemskich męczarni małoduszna trwoga,<br />
Nie wprawi w rozpacz dziki zamęt boju <br />
<br />
Ani dziejowej klęski noc złowroga,<br />
Gdyż mu widnieje pewna w przyszłość droga,<br />
Gdzie śmierć jest stopniem wyższego rozwoju. <br />
<br />
<br />
<br />
XXI <br />
<br />
W coraz to wyższe przeradza się wzory<br />
Pył ożywiony, co w przestrzeni krąży;<br />
Ledwie się w cieniu śmiertelnym pogrąży,<br />
Wnet go z martwości świt rozbudzi skory. <br />
<br />
Śmierć - to ciągłego postępu chorąży!<br />
Który na nowe świat prowadzi tory,<br />
Wschodzącym kiełkom usuwa zapory<br />
I z rzeszą istot w nieskończoność dąży. <br />
<br />
Z jego opatrznej, choć surowej łaski<br />
Świat nie zastyga pod próchnem i pleśnią,<br />
Ale młodości wciąż przebrzmiewa pieśnią <br />
<br />
I w coraz nowe przystraja się blaski,<br />
I coraz dalej mknąc na fali chyżej,<br />
Po stopniach przemian posuwa się wyżej. <br />
<br />
<br />
<br />
XXII<br />
<br />
Naprzód i wyżej! przez ból i męczarnie,<br />
Przez ciemną otchłań, przez śmierci podwoje,<br />
Przez szereg istnień padających marnie<br />
Lecą bez końca tłoczące się roje. <br />
<br />
Senne zarodki, tkwiące w swoim ziarnie,<br />
Głazy, zakute w bezwładności zbroję,<br />
Czekają tęsknie na zbudzenie swoje,<br />
Gdy je dreszcz życia przejmie i ogarnie. <br />
<br />
Naprzód i wyżej! w gwiaździste ogromy<br />
Prąd życia coraz przyśpieszonym ruchem<br />
Porywa z głębi bezwiedne atomy". <br />
<br />
I w to, co było i martwem, i głuchem,<br />
Rzuca blask myśli, sam siebie świadomy,<br />
Przenika światłem i wypełnia duchem.<br />
<br />
<br />
<br />
XXIII<br />
<br />
Choć w praw niezmiennych poruszasz się kole,<br />
Jeśli rozpoznasz twórcze ich zamysły<br />
I ten ich związek z dobrem świata ścisły,<br />
I cel ich wieczny w swoją wcielisz wolę -<br />
<br />
Wtedy swobodne masz do czynu pole:<br />
Opadło jarzmo, więzy twoje prysły,<br />
I jako czynnik chętny, niezawisły,<br />
W rozwoju świata grasz świadomą rolę. <br />
<br />
Lecz gdy chcesz działać ku powszechnej szkodzie,<br />
Gwałcić istotne zadania człowiecze -<br />
Trudem Danaid wszelka twoja praca; <br />
<br />
Jarzmo niewoli kark ci wtenczas bodzie,<br />
Wyższa potęga przemocą cię wlecze<br />
I przeciw tobie czyny twoje zwraca. <br />
<br />
<br />
<br />
XXIV <br />
<br />
Przez chwilę możesz ślepą być zaporą,<br />
Niszczącą siłą, jadowitym lekiem,<br />
Którym natura leczy ludzkość chorą -<br />
Tamą, rzuconą przed strumieni ściekiem,<br />
<br />
Ażeby w wielkie rozlały jezioro,<br />
A którą zaraz, z jutrem niedalekiem,<br />
Wezbrane wody skruszą i zabiorą:<br />
Tylko już wolnym nie będziesz człowiekiem! <br />
<br />
Z wolności wieczne prawa cię wywłaszczą,<br />
A tych nie zwalczysz żadną ziemską władzą -<br />
Ni żądłem żmii, ni tygrysa paszczą. <br />
<br />
Choć tryumf zgubnym twym dążnościom dadzą,<br />
Z chwilą, gdy tajne cele przeprowadzą,<br />
Wraz z tobą - dzieło twoje zaprzepaszczą! <br />
<br />
<br />
<br />
XXV<br />
<br />
Jako cząsteczka wszechświata myśląca,<br />
Szukam w nim celu i o celu myślę -<br />
Bo ten się wiąże z mym pojęciem ściśle,<br />
Tak jak odczucie światła lub gorąca.<br />
<br />
Znam tylko bowiem jedną z form tysiąca<br />
Natury, w moim odbitej umyśle;<br />
Sądzę ją z tego, co mi sama przyśle<br />
I czym o władze mi dane potrąca.<br />
<br />
Natura twórcza, wieczna, bezcelowa<br />
Nie da się zmieścić w naszych pojęć ramie -<br />
Więc wiecznym prawom, co w swym łonie chowa, <br />
<br />
I konieczności, co nas wszystkich łamie,<br />
Ludzkiej dążności narzucamy znamię,<br />
Na ludzki język tłumacząc jej słowa. <br />
<br />
<br />
<br />
XXVI<br />
<br />
Pierwotną białość słonecznych promieni<br />
Ziemski widnokrąg rozszczepia i łamie<br />
Na chmurach, w tęczy różnobarwnej bramie -<br />
I fala światła inaczej się mieni<br />
<br />
W błękitach morza, w żywej łąk zieleni,<br />
W złocistych łanach i zórz krwawej plamie...<br />
I każdy z kwiatów innej barwy znamię<br />
W grze malowniczych odbija odcieni.<br />
<br />
Podobnie światło prawdy w ziemskiej sferze,<br />
Przez mgły spływając, w tęcze się rozwionie,<br />
Gdy ludzkim duszom niesie blaski świeże; <br />
<br />
Każda z nich w siebie inne barwy chłonie,<br />
Każda za całość jedną cząstkę bierze:<br />
Tę, którą sama w swym odbija łonie. <br />
<br />
<br />
<br />
XXVII <br />
<br />
Smutny jest schyłek roku w mgieł pomroce,<br />
Gdy wiatr jesienny zwiędłym liściem miota!<br />
Ostatnie kwiaty, ostatnie owoce<br />
Strąca i grzebie pod całunem błota. <br />
<br />
Smutniejszy koniec bezsilny żywota,<br />
Osamotnienie starości sieroce,<br />
I długie, ciemne, pełne cierpień noce,<br />
W których się ludzka rozprzęga istota! <br />
<br />
Lecz najsmutniejszy jest duchowy schyłek<br />
Zamierającej powoli epoki -<br />
Gdy wniwecz poszedł pokoleń wysiłek, <br />
<br />
Strawiwszy wszystkie żywotniejsze soki,<br />
A w spadku szereg błędów i pomyłek<br />
Na dni ostatnie rzuca cień głęboki! <br />
<br />
<br />
<br />
XXVIII<br />
<br />
Ci, którzy jasność żegnają zniknioną,<br />
Gdy burza całe zniweczyła żniwo -<br />
Nad spustoszoną rozpaczając niwą,<br />
Myślą, że wszystko ciemności pochłoną, <br />
<br />
Dalszych rozkwitów mrożąc siłę żywą.<br />
Tymczasem pod tą ciemności osłoną,<br />
Pod dobroczynną martwości pokrywą,<br />
Tysiącem kiełków drży już ziemi łono, <br />
<br />
Ręką natury rozrzuconych skrzętną. -<br />
W spowiciu nocy, w zimowej zamieci,<br />
Bijące wewnątrz nie ustaje tętno. <br />
<br />
I życie w głębi walką wre namiętną,<br />
By się wydobyć, kiedy je oświeci<br />
Brzask nowych wiosen lub nowych stuleci. <br />
<br />
<br />
<br />
XXIX<br />
<br />
Póki w narodzie myśl swobody żyje,<br />
Wola i godność, i męstwo człowiecze,<br />
Póki sam w ręce nie odda się czyje<br />
I praw się swoich do życia nie zrzecze, <br />
<br />
To ani łańcuch, co mu ściska szyję,<br />
Ani utkwione w jego piersiach miecze,<br />
Ani go przemoc żadna nie zabije -<br />
I w noc dziejowej hańby nie zawlecze.<br />
<br />
Zginąć on może z własnej tylko ręki:<br />
Gdy nim owładnie rozpacz senna, głucha,<br />
Co mu spoczynek wskaże w grobie miękki - <br />
<br />
I to zwątpienie, co szepcze do ucha:<br />
Że jednym tylko lekarstwem na męki<br />
Jest dobrowolne samobójstwo ducha. <br />
<br />
<br />
<br />
XXX <br />
<br />
Taką jak byłaś - nie wstaniesz z mogiły!<br />
Nie wrócisz na świat w dawnej swojej krasie;<br />
Musisz porzucić kształt przeszłości zgniły,<br />
Na którym teraz robactwo się pasie;<br />
<br />
Musisz zatracić niejeden rys miły<br />
I wdzięk w dawniejszym uwielbiany czasie...<br />
Lecz nową postać wziąć i nowe siły<br />
I nowych wieków oręż mieć w zapasie. <br />
<br />
Grób cię nie odda światu - widmem bladem,<br />
Z mogilnej pleśni i zgnilizny plamą,<br />
Do wnętrza śmierci przesiąkniętą jadem... <br />
<br />
Lecz, przystrojona w królewski diadem,<br />
Musisz do życia wkroczyć życia bramą,<br />
Musisz być inną, choć będziesz tą samą!]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Nie myśl o szczęściu! Nie myśl o miłości!]]></title>
			<link>https://sonett-archiv.com/forum/showthread.php?tid=5488</link>
			<pubDate>Sun, 12 Aug 2007 15:06:08 +0000</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://sonett-archiv.com/forum/member.php?action=profile&uid=1">ZaunköniG</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://sonett-archiv.com/forum/showthread.php?tid=5488</guid>
			<description><![CDATA[Nie myśl o szczęściu! Nie myśl o miłości!<br />
Dla nas ten owoc nigdy nie dojrzewa,<br />
My rwiemy inny z przeklętego drzewa,<br />
Co daje wiedzę bytu i nicości.<br />
<br />
My znać nie możem uniesień młodości,<br />
Bo już w kolebce truciznę nam wlewa<br />
Widmo haniebnej i krwawej przyszłości<br />
I do snu pieśni straszliwe nam śpiewa.<br />
<br />
Więc młodość nasza mija bezpowrotnie<br />
Jak błyskawica wśród bezpłodnej burzy,<br />
Serce się nasze wypali i znuży,<br />
<br />
I nic nie zdoła podnieść go istotnie -<br />
A gdy nie możem żyć i cierpieć dłużej...<br />
To na wygnaniu giniemy samotnie.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Nie myśl o szczęściu! Nie myśl o miłości!<br />
Dla nas ten owoc nigdy nie dojrzewa,<br />
My rwiemy inny z przeklętego drzewa,<br />
Co daje wiedzę bytu i nicości.<br />
<br />
My znać nie możem uniesień młodości,<br />
Bo już w kolebce truciznę nam wlewa<br />
Widmo haniebnej i krwawej przyszłości<br />
I do snu pieśni straszliwe nam śpiewa.<br />
<br />
Więc młodość nasza mija bezpowrotnie<br />
Jak błyskawica wśród bezpłodnej burzy,<br />
Serce się nasze wypali i znuży,<br />
<br />
I nic nie zdoła podnieść go istotnie -<br />
A gdy nie możem żyć i cierpieć dłużej...<br />
To na wygnaniu giniemy samotnie.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Odkąd znów padło w proch twe czoło dumne,]]></title>
			<link>https://sonett-archiv.com/forum/showthread.php?tid=5487</link>
			<pubDate>Sun, 12 Aug 2007 15:05:10 +0000</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://sonett-archiv.com/forum/member.php?action=profile&uid=1">ZaunköniG</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://sonett-archiv.com/forum/showthread.php?tid=5487</guid>
			<description><![CDATA[Odkąd znów padło w proch twe czoło dumne,<br />
Na synów twoich dziwna zeszła trwoga,<br />
Ich wzrok bezmyślny widzi tylko trumnę,<br />
Na której wsparła się zwycięzcy noga.<br />
<br />
Oni nie wiedzą, że ty prochom dziatek<br />
Dziś posłuchanie dajesz tam u Boga,<br />
I śmią narzekać, o najlepsza z matek,<br />
Żeś porzuciła ich na pastwę wroga!<br />
<br />
Lecz ty wymową cichą, apostolską,<br />
Ucz ludy zginać przed tobą kolana<br />
I bądź w błękitach tą harfą eolską,<br />
<br />
Po której wichry głoszą imię Pana.<br />
Jasnym sztandarem duchów bądź, o Polsko,<br />
Póki nie wstaniesz z prochu nieskalana.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Odkąd znów padło w proch twe czoło dumne,<br />
Na synów twoich dziwna zeszła trwoga,<br />
Ich wzrok bezmyślny widzi tylko trumnę,<br />
Na której wsparła się zwycięzcy noga.<br />
<br />
Oni nie wiedzą, że ty prochom dziatek<br />
Dziś posłuchanie dajesz tam u Boga,<br />
I śmią narzekać, o najlepsza z matek,<br />
Żeś porzuciła ich na pastwę wroga!<br />
<br />
Lecz ty wymową cichą, apostolską,<br />
Ucz ludy zginać przed tobą kolana<br />
I bądź w błękitach tą harfą eolską,<br />
<br />
Po której wichry głoszą imię Pana.<br />
Jasnym sztandarem duchów bądź, o Polsko,<br />
Póki nie wstaniesz z prochu nieskalana.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Jednego serca! tak mało, tak mało,]]></title>
			<link>https://sonett-archiv.com/forum/showthread.php?tid=5486</link>
			<pubDate>Sun, 12 Aug 2007 15:04:27 +0000</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://sonett-archiv.com/forum/member.php?action=profile&uid=1">ZaunköniG</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://sonett-archiv.com/forum/showthread.php?tid=5486</guid>
			<description><![CDATA[Jednego serca! tak mało, tak mało,<br />
Jednego serca trzeba mi na ziemi!<br />
Co by przy moim miłością zadrżało,<br />
A byłbym cichym pomiędzy cichemi. <br />
<br />
Jednych ust trzeba! Skąd bym wieczność całą<br />
Pił napój szczęścia ustami mojemi,<br />
I oczu dwoje, gdzie bym patrzał śmiało,<br />
Widząc się świętym pomiędzy świętemi. <br />
<br />
Jednego serca i rąk białych dwoje!<br />
Co by mi oczy zasłoniły moje,<br />
Bym zasnął słodko, marząc o aniele,<br />
<br />
Który mnie niesie w objęciach do nieba;<br />
Jednego serca! Tak mało mi trzeba,<br />
A jednak widzę, że żądam za wiele!]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Jednego serca! tak mało, tak mało,<br />
Jednego serca trzeba mi na ziemi!<br />
Co by przy moim miłością zadrżało,<br />
A byłbym cichym pomiędzy cichemi. <br />
<br />
Jednych ust trzeba! Skąd bym wieczność całą<br />
Pił napój szczęścia ustami mojemi,<br />
I oczu dwoje, gdzie bym patrzał śmiało,<br />
Widząc się świętym pomiędzy świętemi. <br />
<br />
Jednego serca i rąk białych dwoje!<br />
Co by mi oczy zasłoniły moje,<br />
Bym zasnął słodko, marząc o aniele,<br />
<br />
Który mnie niesie w objęciach do nieba;<br />
Jednego serca! Tak mało mi trzeba,<br />
A jednak widzę, że żądam za wiele!]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Niedługo może na przyszłości dzieje]]></title>
			<link>https://sonett-archiv.com/forum/showthread.php?tid=5485</link>
			<pubDate>Sun, 12 Aug 2007 15:03:11 +0000</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://sonett-archiv.com/forum/member.php?action=profile&uid=1">ZaunköniG</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://sonett-archiv.com/forum/showthread.php?tid=5485</guid>
			<description><![CDATA[Niedługo może na przyszłości dzieje<br />
Zostanie tylko blady cień wspomnienia;<br />
Serdeczne ślady mroźny wiatr rozwieje<br />
I wszystko zniknie we mgłach oddalenia.<br />
<br />
Więc trzeba będzie zmusić do milczenia<br />
Te drżące struny, z których pieśń się leje,<br />
I grobowego wziąć pozór kamienia,<br />
Co pogrzebaną pokrywa nadzieję. <br />
<br />
Na taką przyszłość, co mgłę ołowianą<br />
Rozpostrzeć może na błękitnym niebie,<br />
Na taką przyszłość, ciemną i stroskaną,<br />
<br />
Co ból i miłość zarówno pogrzebie...<br />
Niechaj te słowa pamiątką zostaną<br />
I niech przeżyją razem mnie i Ciebie!]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Niedługo może na przyszłości dzieje<br />
Zostanie tylko blady cień wspomnienia;<br />
Serdeczne ślady mroźny wiatr rozwieje<br />
I wszystko zniknie we mgłach oddalenia.<br />
<br />
Więc trzeba będzie zmusić do milczenia<br />
Te drżące struny, z których pieśń się leje,<br />
I grobowego wziąć pozór kamienia,<br />
Co pogrzebaną pokrywa nadzieję. <br />
<br />
Na taką przyszłość, co mgłę ołowianą<br />
Rozpostrzeć może na błękitnym niebie,<br />
Na taką przyszłość, ciemną i stroskaną,<br />
<br />
Co ból i miłość zarówno pogrzebie...<br />
Niechaj te słowa pamiątką zostaną<br />
I niech przeżyją razem mnie i Ciebie!]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Kiedym cię żegnał, usta me milczały,]]></title>
			<link>https://sonett-archiv.com/forum/showthread.php?tid=5484</link>
			<pubDate>Sun, 12 Aug 2007 15:01:43 +0000</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://sonett-archiv.com/forum/member.php?action=profile&uid=1">ZaunköniG</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://sonett-archiv.com/forum/showthread.php?tid=5484</guid>
			<description><![CDATA[Kiedym cię żegnał, usta me milczały, <br />
<br />
<br />
<div style="text-align: right;" class="mycode_align"><span style="font-size: xx-small;" class="mycode_size">Sie trennten sich endlich und sah'n nicht.<br />
Nur noch zuweilen im Traum;<br />
Sie waren langst gestorben<br />
Und wussten es selber kaum.</span></div>
<br />
Kiedym cię żegnał, usta me milczały,<br />
I nie wiedziałem, jakie słowo rzucić,<br />
Więc wszystkie słowa przy mnie pozostały,<br />
A serce zbiegło i nie chce powrócić.<br />
<br />
Tyś powitała znów swój domek Biały,<br />
Gdzie ci słowiki będą z wiosną nucić,<br />
A mnie przedziela świat nieszczęścia cały,<br />
Dom mój daleko i nie mogę wrócić.<br />
<br />
Tak mi boleśnie, żem odszedł bez echa,<br />
A jednak lepiej, że żadnym wspomnieniem<br />
Twych jasnych marzeń spokoju nie skłócę,<br />
<br />
Bo tobie jutrznia życia się uśmiecha,<br />
A ja z gasnącym żegnam się promieniem<br />
I w ciemność idę, i już nie powrócę.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Kiedym cię żegnał, usta me milczały, <br />
<br />
<br />
<div style="text-align: right;" class="mycode_align"><span style="font-size: xx-small;" class="mycode_size">Sie trennten sich endlich und sah'n nicht.<br />
Nur noch zuweilen im Traum;<br />
Sie waren langst gestorben<br />
Und wussten es selber kaum.</span></div>
<br />
Kiedym cię żegnał, usta me milczały,<br />
I nie wiedziałem, jakie słowo rzucić,<br />
Więc wszystkie słowa przy mnie pozostały,<br />
A serce zbiegło i nie chce powrócić.<br />
<br />
Tyś powitała znów swój domek Biały,<br />
Gdzie ci słowiki będą z wiosną nucić,<br />
A mnie przedziela świat nieszczęścia cały,<br />
Dom mój daleko i nie mogę wrócić.<br />
<br />
Tak mi boleśnie, żem odszedł bez echa,<br />
A jednak lepiej, że żadnym wspomnieniem<br />
Twych jasnych marzeń spokoju nie skłócę,<br />
<br />
Bo tobie jutrznia życia się uśmiecha,<br />
A ja z gasnącym żegnam się promieniem<br />
I w ciemność idę, i już nie powrócę.]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>