<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Sonett-Forum - andere polnische Autoren]]></title>
		<link>https://sonett-archiv.com/forum/</link>
		<description><![CDATA[Sonett-Forum - https://sonett-archiv.com/forum]]></description>
		<pubDate>Sun, 12 Apr 2026 11:04:17 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[Slowacki, Juliusz: Już północ - cień ponury pół świata okrywa]]></title>
			<link>https://sonett-archiv.com/forum/showthread.php?tid=5495</link>
			<pubDate>Sun, 12 Aug 2007 17:24:19 +0000</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://sonett-archiv.com/forum/member.php?action=profile&uid=1">ZaunköniG</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://sonett-archiv.com/forum/showthread.php?tid=5495</guid>
			<description><![CDATA[Już północ - cień ponury pół świata okrywa,<br />
A jeszcze serce zmysłom spoczynku nie daje,<br />
Myśl za minionym szczęściem gonić nie przestaje,<br />
Westchnienie po westchnieniu z piersi się wyrywa.<br />
<br />
A choć znużone ciało we śnie odpoczywa,<br />
To myśl znów ulatuje w snów i marzeń kraje,<br />
Goni za marą, której szczęściu niedostaje,<br />
A dusza przez sen nawet drugiej duszy wzywa. <br />
<br />
Jest kwiat, co się otwiera pośród nocy cienia<br />
I spogląda na księżyc, i miłe tchnie wonie,<br />
Aż póki nie obaczy jutrzenki promienia. <br />
<br />
Jest serce, co się kryjąc w zakrwawionym łonie,<br />
W nocy tylko oddycha, w nocy we łzach tonie,<br />
A w dzień pilnie ukrywa głębokie cierpienia.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Już północ - cień ponury pół świata okrywa,<br />
A jeszcze serce zmysłom spoczynku nie daje,<br />
Myśl za minionym szczęściem gonić nie przestaje,<br />
Westchnienie po westchnieniu z piersi się wyrywa.<br />
<br />
A choć znużone ciało we śnie odpoczywa,<br />
To myśl znów ulatuje w snów i marzeń kraje,<br />
Goni za marą, której szczęściu niedostaje,<br />
A dusza przez sen nawet drugiej duszy wzywa. <br />
<br />
Jest kwiat, co się otwiera pośród nocy cienia<br />
I spogląda na księżyc, i miłe tchnie wonie,<br />
Aż póki nie obaczy jutrzenki promienia. <br />
<br />
Jest serce, co się kryjąc w zakrwawionym łonie,<br />
W nocy tylko oddycha, w nocy we łzach tonie,<br />
A w dzień pilnie ukrywa głębokie cierpienia.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Norwid, Cyprian: Do Marcelego Guyskiego Jako Autora Biustu W. K. K. Chodźków]]></title>
			<link>https://sonett-archiv.com/forum/showthread.php?tid=5494</link>
			<pubDate>Sun, 12 Aug 2007 16:53:03 +0000</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://sonett-archiv.com/forum/member.php?action=profile&uid=1">ZaunköniG</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://sonett-archiv.com/forum/showthread.php?tid=5494</guid>
			<description><![CDATA[DO MARCELEGO GUYSKIEGO JAKO AUTORA BIUSTU W. K. Z CHODŹKÓW.<br />
Sonet przez ręce J.B.Z.<br />
(dlatego, aby Bohdan Zaleski czytał)<br />
<br />
<br />
I<br />
<br />
Męża jeżeli posąg wywiodłeś z kamienia,<br />
Tak, jak on jest, niech wiekom późniejszym zostanie,<br />
Lecz kobieta - zarazem kobietą-spojrzenia,<br />
Sobą i ową, jak Ty poglądałeś na nię.<br />
<br />
II<br />
<br />
Nieustannym zjawiskiem! Ona i nie ona,<br />
Jako palm okolica stała na pustyni,<br />
Ale w nieistniejące lądy obwiniona,<br />
Które obłysk słoneczny i wzrok ludzi czyni. <br />
<br />
III<br />
<br />
Żeby prawd nie przed sobą zawsze szukał człowiek,<br />
Jak gdy się obojętnie cudze dzieło czyta;<br />
Na to są te złudzenia - rzęsy-ducha-powiek,<br />
Na to sztuka, poezja... i sama kobiéta! <br />
<br />
IV<br />
<br />
I marmur Twój : który mnie będzie świadczył co wiek,<br />
Że nie była ta prawda - nawet dziś ! ... - zakryta.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[DO MARCELEGO GUYSKIEGO JAKO AUTORA BIUSTU W. K. Z CHODŹKÓW.<br />
Sonet przez ręce J.B.Z.<br />
(dlatego, aby Bohdan Zaleski czytał)<br />
<br />
<br />
I<br />
<br />
Męża jeżeli posąg wywiodłeś z kamienia,<br />
Tak, jak on jest, niech wiekom późniejszym zostanie,<br />
Lecz kobieta - zarazem kobietą-spojrzenia,<br />
Sobą i ową, jak Ty poglądałeś na nię.<br />
<br />
II<br />
<br />
Nieustannym zjawiskiem! Ona i nie ona,<br />
Jako palm okolica stała na pustyni,<br />
Ale w nieistniejące lądy obwiniona,<br />
Które obłysk słoneczny i wzrok ludzi czyni. <br />
<br />
III<br />
<br />
Żeby prawd nie przed sobą zawsze szukał człowiek,<br />
Jak gdy się obojętnie cudze dzieło czyta;<br />
Na to są te złudzenia - rzęsy-ducha-powiek,<br />
Na to sztuka, poezja... i sama kobiéta! <br />
<br />
IV<br />
<br />
I marmur Twój : który mnie będzie świadczył co wiek,<br />
Że nie była ta prawda - nawet dziś ! ... - zakryta.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Norwid, Cyprian: Z Pokładu Marguerity Wypływającej Dziś Do New-York]]></title>
			<link>https://sonett-archiv.com/forum/showthread.php?tid=5493</link>
			<pubDate>Sun, 12 Aug 2007 16:44:43 +0000</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://sonett-archiv.com/forum/member.php?action=profile&uid=1">ZaunköniG</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://sonett-archiv.com/forum/showthread.php?tid=5493</guid>
			<description><![CDATA[Z POKŁADU MARGUERITY WYPŁYWAJĄCEJ DZIŚ DO NEW YORK <br />
<br />
I<br />
<br />
Cokolwiek słońca w żaglach się prześwieca,<br />
Omuska maszty lub na fale s-pryska;<br />
Mgły nikną niby zasłona kobieca,<br />
Obłoki widać za nią jak zwaliska!... <br />
<br />
II<br />
<br />
"Czemu zwaliska? i czemu zasłona?<br />
"Czemu niewieścia...?" - krytyk niech już pyta<br />
I niech oskarża muzę, że zmącona<br />
W harmonii-pojęć-swoich ta kobiéta - <br />
<br />
III<br />
<br />
Ja, nie wiem... widzę, i rzecz kreślę smutno,<br />
Jakbym był jednym z ciągnących żurawi,<br />
Co cień swój wiodą przez masztowe-płótno,<br />
Nie myśląc, czy stąd obraz się zostawi!... <br />
<br />
IV<br />
<br />
Ja nie wiem... końca, nigdy nie wiem może,<br />
Lecz...<br />
<span style="color: #ffffff;" class="mycode_color"> - - - - </span>(tu mi przerwał sternik)<br />
<span style="color: #ffffff;" class="mycode_color"> - - - - - - - - - - - - - - - - - - </span>...szczęść wam Boże...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Z POKŁADU MARGUERITY WYPŁYWAJĄCEJ DZIŚ DO NEW YORK <br />
<br />
I<br />
<br />
Cokolwiek słońca w żaglach się prześwieca,<br />
Omuska maszty lub na fale s-pryska;<br />
Mgły nikną niby zasłona kobieca,<br />
Obłoki widać za nią jak zwaliska!... <br />
<br />
II<br />
<br />
"Czemu zwaliska? i czemu zasłona?<br />
"Czemu niewieścia...?" - krytyk niech już pyta<br />
I niech oskarża muzę, że zmącona<br />
W harmonii-pojęć-swoich ta kobiéta - <br />
<br />
III<br />
<br />
Ja, nie wiem... widzę, i rzecz kreślę smutno,<br />
Jakbym był jednym z ciągnących żurawi,<br />
Co cień swój wiodą przez masztowe-płótno,<br />
Nie myśląc, czy stąd obraz się zostawi!... <br />
<br />
IV<br />
<br />
Ja nie wiem... końca, nigdy nie wiem może,<br />
Lecz...<br />
<span style="color: #ffffff;" class="mycode_color"> - - - - </span>(tu mi przerwał sternik)<br />
<span style="color: #ffffff;" class="mycode_color"> - - - - - - - - - - - - - - - - - - </span>...szczęść wam Boże...]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Norwid, Cyprian: Mój Ostatni Sonet]]></title>
			<link>https://sonett-archiv.com/forum/showthread.php?tid=5492</link>
			<pubDate>Sun, 12 Aug 2007 16:39:21 +0000</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://sonett-archiv.com/forum/member.php?action=profile&uid=1">ZaunköniG</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://sonett-archiv.com/forum/showthread.php?tid=5492</guid>
			<description><![CDATA[MÓJ OSTATNI SONET<br />
<br />
Bądź zdrowa! - tak ponury Byron żegnał żonę,<br />
Tak i niejeden luby lubą swą niestałą,<br />
Lecz mych pożegnań chwila będzie oniemiałą,<br />
Chociaż zawsze wymowne oczy wspłomienione.<br />
<br />
Teraz więc, póki jeszcze Niebo jest łaskawsze,<br />
Póki jasność Twych spojrzeń jeszcze dla mnie świeci,<br />
A zasłona przyszłości czarnych chmur nie wznieci,<br />
Żegnam Ciebie, o luba, żegnam Cię na zawsze. <br />
<br />
Na zawsze?... - może z żalem Twe usta powtórzą,<br />
Może nawet Twe oko w rozstania godzinie<br />
Uroni łezkę, kiedy wspomnienia się wzburzą. <br />
<br />
Lecz żal ten, jak ślad łodzi płynącej, przeminie<br />
I łza oschnie, gdy losy radość Ci wywróżą,<br />
I w pierzchliwej pamięci pamięć o mnie zginie.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[MÓJ OSTATNI SONET<br />
<br />
Bądź zdrowa! - tak ponury Byron żegnał żonę,<br />
Tak i niejeden luby lubą swą niestałą,<br />
Lecz mych pożegnań chwila będzie oniemiałą,<br />
Chociaż zawsze wymowne oczy wspłomienione.<br />
<br />
Teraz więc, póki jeszcze Niebo jest łaskawsze,<br />
Póki jasność Twych spojrzeń jeszcze dla mnie świeci,<br />
A zasłona przyszłości czarnych chmur nie wznieci,<br />
Żegnam Ciebie, o luba, żegnam Cię na zawsze. <br />
<br />
Na zawsze?... - może z żalem Twe usta powtórzą,<br />
Może nawet Twe oko w rozstania godzinie<br />
Uroni łezkę, kiedy wspomnienia się wzburzą. <br />
<br />
Lecz żal ten, jak ślad łodzi płynącej, przeminie<br />
I łza oschnie, gdy losy radość Ci wywróżą,<br />
I w pierzchliwej pamięci pamięć o mnie zginie.]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>